wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 8. - W bazie wroga.

  Białowłosa po usłyszeniu dzwonka z niesamowitą prędkością dobiegła do furtki i wsiadła do samochodu, w którym czekała drużyna oraz jeden z członków Fundacji. Zielonooki kierowca miał ich zawieść na lotnisko w Marco Polo.
Zhalia czuła się nie swojo po wczorajszych zdarzeniach, ale musiała skupić się na misji. Kilka razy spojrzała się na siedząco cicho Shiro. Jej niewinna twarz patrzyła się w przestrzeń przed sobą. Może wyglądała na spokojną, jednak było widać lekki zarys uśmiechu. Na pewno w głębi duszy była bardzo podekscytowana. 
Po jakiejś półgodzinie, które zleciała szybko, łowcy dotarli na lotnisko. Padał chłodny deszczyk.
-Shiro, mówiłem żebyś włożyła coś na siebie.- powiedział zrezygnowany Lok.
-Ale mi wcale nie będzie zimno, zobaczysz!
Lambert tylko wydobył z siebie ciche "heh" nie chcąc być niemiłym.
Wszystko poszło gładko i kilka godzin później drużyna dolatywała do Polski. Wylądowali na lotnisku w miejscowości Mokre. Jedynie Shiro znała język polski. Miała tu babcię, nie zamierzała jednak do nie jechać, ponieważ była strasznie przejęta misją. Oczywiście w pozytywny sposób.
Sophie poprosiła ją o rolę tłumacza. Zgodziła się bez zastanowienia.
  Opuścili teren lotniska i skierowali się na stacje kolejową, która znajdowała się niedaleko. Siedzieli w pociągu rozmawiając o wojnie z Obłudnikiem. Akechi w połowie wiedziała o co chodzi, lecz nie zamierzała słuchać dyskusji.
Godzinę potem dojechali na miejsce. Teraz tylko przejść pieszo dwa kilometry i Holotom namierzy wejście. Jak powiedział Metz, baza Spirali znajdowała się pod ziemią. Gdy urządzenie odnalazło wejście, łowcy weszli do środka przez wielkie, stalowe drzwi. Spirala postanowiła, że wejście będzie leżało w małej, opuszczonej chatce.
Drużyna była przygotowana na atak ze strony wroga. Martwili się jednak o Shiro... wszyscy oprócz Zhali, która szła z przekonaniem, że sobie poradzi nie używając zaklęć. Szli krętym, betonowym korytarzem. Na ścianach paliły się pochodnie.
-Coś tu za cicho.- stwierdziła szeptem Sophie. Wszyscy się z nią zgodzili.- Metz mówił coś o dokumentach. Gdzieś tu musi być gabinet.
Grupa szła w głąb korytarza. Nagle coś usłyszeli. Łowcy przygotowali się do walki. Wróg w każdej chwili mógł wybiec zza rogu. Zobaczyli trzech fanatyków pędzących w ich stronę. Poradzą sobie bez problemów.
-Strix!
-Arlekin! Grabieżca!
-Miotacz Psyhopen!
Drużyna natychmiast odpowiedziała atakiem. Lok wezwał Rajdżina Gromowładnego, a Sophie Fejonę. Den i Zhalia odpowiadali na zaklęcia fanatyków.
Shiro postanowiła działać. Szybko podbiegła do jednego z Strix i omijając jego atak żądłem kopnęła go posyłając na ścianę. Tytan o mało co nie został odesłany do amuletu. Kopnięcie Shiro nie wystarczyło. Spróbowała walczyć z członkiem Spirali. Widać było, że ćwiczyła sztuki walki. Podcięła nogę przeciwnika i kopnęła go z boku w twarz. Zemdlał. Kiedy skończyła z nim, zabrała się za Strix ponownie, tym razem z zamiarem pokonania go.
Teraz spróbowała bić się pięściami. Ledwo uniknęła ukucia żądłem drugiego z wielkich owadów. Den, widząc że rówieśniczka może sobie nie poradzić, przyzwał Vigilante i kazał mu pomóc. Akechi w końcu załatwiła jednego z nich, Vigilante drugiego, a białowłosa przygniotła kolejnego nogą. Tytan przebił go mieczem.
Fejona i Rajdżin pokonali trzech pozostałych tytanów z pomocą Loka. Moonka i Sophie zajęły się pozostałymi Spiralowcami, którzy stchórzyli biorąc ze sobą omdlałego towarzysza. Łowcy pobiegli za nimi.
-Musimy zobaczyć gdzie znajduje się jakieś podziemne pomieszczenie!- krzyknął do pozostałych Lambert.
Biegli i biegli, w końcu dotarli na miejsce. Na końcu tunelu były ogromne barokowe drzwi. Niepewnie przeszli przez nie...
To było coś w rodzaju komnaty, choć bardzo ponurej i szarej. wydrążone w kamieniu pomieszczenie posiadało jedynie wielki, czerwony tron. Kilku fanatyków było przygotowanych do walki. Na tronie siedziała kobieta. Jej oczy, puste oczy, patrzyły się przed siebie. Lok zaczął pewnie występując na przód.
-Kim jesteś?
Czerwonowłosa nie odpowiedziała. Lambert czekał gapiąc się groźnie. W końcu poruszyła się i z uśmiechem przemówiła.
-No po co, do cholery, tu przychodziliście? Nie musicie się o mnie martwić.
-Martwić?! Nie zgrywaj sobie!-krzyknęła oburzona Sophie.- Pracujesz ze Spiralą, prawda? No powiedz, kiedy zboczyłaś na taką żałosną drogę!
-Łał, jaka niemiła pannica. Damie nie przystoi takie zachowanie.
Kobieta wstała z tronu i powoli podeszła do drużyny. Łowcy przygotowali się na atak. Jednak...
-Uciekajcie!
Z ziemi wybłysnęło czerwone światło powodując późniejszy wybuch. Wszyscy z drużyny polecieli na boki. Lok ujrzał leżącą na ziemi Sophie. Natychmiast do niej pobiegł.
-Sophie! Rusz się! słyszysz?!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem, rozdział miał być w sobotę, ale nie będę dawać beznadziejnego zakończenia, w którym co chwilę są powtórzenia, więc usunęłam końcówkę i dopiero, gdy trafiła mnie wena, coś napisałam. Przepraszam najmocniej.

środa, 4 czerwca 2014

Bezsensowny post (bezsensowny odpoczynek?)

No cześć.
Rozdział będzie najpóźniej w sobotę. Nie wiem po co piszę ten post... chyba poprotu muszę odpocząć od kilkugodzinnego (4-23 .-.)przepisywania  zeszytu od ruska ;_;

poniedziałek, 2 czerwca 2014

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 7. - Bezsenność

   Shiro obudziła się i przetarła oczy. Po rozejrzeniu się dookoła po pokoju, poszła zaspana na dół. W salonie spojrzała na zegar. Zmarszczyła mocno brwi. Jak ona teraz zaśnie? Dochodziła dwudziesta trzecia, na pewno już nie pójdzie spać. Weszła do łazienki z postanowieniem, że weźmie kąpiel.
    Dom białowłosej miał łazienkę, kuchnie połączoną z jadalnią, duży salon, sypialnie i równocześnie pokój dziewczyny oraz piwnicę. Większość pomieszczeń była malowana w ciepłych kolorach.
Salon, największe pomieszczenie w domu, był pomalowany na żółto. Przy drzwiach znajdował się wieszak, a po drugiej stronie okno. Na parapecie stały kwiatki, inna roślina, już ta większa, jak Fikus, postawiona została koło wejścia do kuchni.
Z salonu do kuchni przechodziło się przez łuk. Ona również była pomalowana na ciemnożółty kolor. Uwagę przyciągał prostokątny stół przeźroczysty na podstawie. Zlew był wstawiony w blat, a koło blatu była lodówka. Nad blatem, blisko lodówki, wbudowano okno.
Na górę prowadziły kręte schody. Znajdował się tam korytarz, łazienka i sypialnia. Korytarz też pomalowano na żółto, podłoga miała ciemne panele, a na końcu wisiał obraz z niebieskim smokiem, który ryczy w stronę wioski.
Pokój Shiro miał jasnoróżowy kolor ścian z błękitnym paskiem u górze. Panele tam były w kolorze cuppuccino. W rogu stało łóżko z białą pościelą i poduszką. Koło łóżka było okno, co znajdowało się prawie we wszystkich pokojach oprócz piwnicy (absurdalne xD). Niedaleko drzwi, przy ścianie, po lewej stronie stało biurko z laptopem i wbudowaną szafką na przybory plastyczne. Po prawej stronie od drzwi znajdowało się czarne pianino.
Łazienka miała ściany fiołkowe, a podłogę w kolorze brzoskwiniowym. Wanna, toaleta, umywalka i pralka wystarczyły Shiro.
Z tych samych schodów, którymi wchodziło się na drugie piętro, schodziło się na dół. Tam stały cztery lodówki, te same co w sklepach spożywczych, z kukurydzą (Tak, wiem trochę dziwne "lodówki w piwnicy", ale zostawmy to tak xD)

Zhalia siedziała skulona w swoim łóżku. Nie mogła zasnąć, ciągle powstrzymywała płacz. Ufała Dantemu i wierzyła w to, co mówi, jednak i tak była strasznie zmartwiona. Młodzież dziś bardzo dobrze się bawiła. Słyszała też coś, że Shiro dołączy do drużyny na zlecenie Metza. Zbytnio się nie przejmowała, może nawet lepiej. Każdy spał, a ona wyszła z pokoju i postanowiła pójść na spacer. Zamknęła cicho drzwi, wyszła na ulicę i skierowała się w prawo. Co ją do cholery skłoniło, żeby włóczyć się o pierwszej w nocy?
Przeszła już z kilometr. Uświadomiła sobie, że ktoś ją śledzi. Od razu pomyślała, że to albo Organizacja albo Spirala. Przyśpieszyła kroku. Ten ktoś skakał po dachu. Pewnie używał Hiper Skoku. Moon'ka przyśpieszyła kroku, nieznajomy był coraz bliżej. Już miała użyć Burzy Błysków, gdy usłyszała znajomy głos.
-Siemka!
Była to Shiro. Stała w swoim jednoczęściowym kostiumie i patrzyła na Zhalię, która celowała w nią zaklęciem. Czarnowłosa natychmiast się pozbierała.
-Myślałam, że to jakiś wróg.- powiedziała tłumacząc się.- Poza tym, co robisz tak późno na ulicy?
-Do teraz cię śledziłam.
Zhalia uniosła brew. Czyli to ona skakała po tych dachach. No nic, przynajmniej się przyznała.
-A ty co robisz?- przerwała jej zamyślenie.
-Nie mogłam spać, więc postanowiłam, że wyjdę na spacer, dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że to zły pomysł. Mogłam spotkać fanatyków, czy coś.
-Ja spałam w dzień. Tak to mam, kiedy zbliża się zima.- uśmiechnęła się prawie niewidocznie.- Ale przepraszam, nie powinnam cię straszyć. Po prostu usłyszałam cię i...
-Zaraz, zaraz, jak to mnie usłyszałaś? Nic nie mówiłam?
-No, po prostu chodzę na bosaka.- popatrzyła no swoje stopy.- Wyczułam rytm kroku, był znajomy, więc od razu pomyślałam, że to może ktoś z drużyny.
Ta Shiro od początku wydawała jej się dziwna. Niby taka zabawna, a miała w sobie coś niepokojącego. "Wyczułam rytm kroku...", Zhalia nie miała na sobie żadnych butów, które mogły by wywoływać głośne odgłosy. I jeśli to ona skakała po dachu, to jak mogła wyczuć wibracje od ziemi? Nawet jak by stała na ziemi, to normalny człowiek by nic nie poczuł.
Białowłosa jest szczera - tak myślała. Nie powiedziała nic w stylu "A, zobaczyłam cię.", "Spotkałam cię przypadkowo.".
Lekki do tej pory chłodny wiatr zawiał mocniej. Długie włosy Shiro prawie zakryły jej twarz. Zhalia nie chciała iść dalej, dlatego pożegnała się i wróciła do domu. Otworzyła cicho drzwi, żeby nikogo nie obudzić, lecz ku jej nieszczęściu z kuchni wyszedł Den ze szklanką w ręku. Upił łyk i zaczął:
-Gdzie byłaś tak późno?
-Na spacerze.- odpowiedziała szybko.
Phils zmarszczył brwi, miał o to nie pytać, ale...
-Spotkałaś może Shiro?
Zamurowało ją. Odwiesiła kurtkę.
-Skąd takie pytanie?
-Zwykłe przeczucie.- skończył pić i postawił szklankę na stole.
-Tak, spotkałam ją.- próbowała nie utrzymywać kontaktu wzrokowego.- Den, nie podoba mi się ta rozmowa, więc idę do pokoju. Pa.
Chłopak nic nie powiedział, tylko poszedł odstawić szklankę do zlewu i również poszedł do swojego pokoju.

~~~
 
Następnego dnia popołudniu, Zhalia poszła na zakupy, a Lok, Sophie i Den wrócili ze szkoły, zadzwonił Metz.
-Od dwóch miesięcy naukowcy badali to, co zostało po Wielkiej Bitwie z Obłudnikiem. Jakiś tydzień temu pojawiła się energia w Pico da Neblina, teraz fanatycy zaczynają rozrabiać. Oni i ich tytani niszczą ważne miejsca historyczne. Kilka drużyn Fundacji zajęło się już przyprowadzeniem porządku, waszym zadaniem jest pojechanie do jednej z ich baz, którą znaleźliśmy przedwczoraj. Sprawdźcie, co się tam dzieje. Dobrze by też było, gdybyście poszukali jakiś dokumentów. Samolot zawiezie was tam jeszcze dziś o szesnastej. Powiadomcie o tym Shiro i Zhalię. Zaraz prześlę wam informacje na holotom.
Metz odłączył się, a za chwilę potem łowcy dostali informacje. Kobiecy głos powiedział: misja "Dowiedzieć się, co planuje obecnie Spirala.". Lokalizacja: Polska, Swaty.
-Zadzwonię do Shiro.- oznajmił Lambert.
Wykręcił do niej numer i prawie od razu odebrała.
-Halo?
-Cześć Shiro, mówi Lok. Przyjedziemy do ciebie za pół godziny, ponieważ mamy misje.
-Jupi! Tak, w końcu! Mam nadzieje, że będzie ciekawie!
-Ok.- blondyn uśmiechnął się pod nosem.- Ubierz się cieplej, bo w Polsce już nie jest tak gorąco jak tu.
-Cooo? Jedziemy do Polski?!- ucieszyła się jeszcze bardziej.- Super!
-Dobra, Shiro, spokojnie. Pogadamy potem, pamiętaj aby założyć jakiś sweter. Na razie...

Henrieta lubi ten świat. Lubi Ziemię.
-Polska to piękny kraj, prawda?

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest ładnie, jest dobrze. Fajny rozdział, nie? Takie tajemnicze zakończenie... może coś dodam? Po pierwsze: Nie, nie mieszkam w Swatach xD Po drugie: post "Małe Występy Henriety" jest częścią opowiadania. Było to wprowadzenie tej postaci i lepiej byłoby przeczytanie tego, bo można potem czegoś nie wiedzieć.
Kocham ten rozdział, mój ulubiony <3


środa, 21 maja 2014

Małe Występy Henriety

-Cholercia! To trzeba się przygotować.
Czerwonowłosa kobieta oparła się o ścianę wypuszczając z ust powietrzę. Popatrzyła na dwóch mężczyzn stojących przed nią. Uśmiechnęła się kpiarsko i zaczęła zgrabnie iść w stronę balkonu.
  Widok rozprzestrzeniał się na ogromną przestrzeń. Pola, lasy, domy, sklepy, rzeki, jeziora, wiele innych rzeczy. Ludzie śmiali się i wesoło ze sobą gawędzili. Jakiś mężczyzna rozdawał ulotki do teatru, dzieci bawiły się na podwórku, a blond włosa kobieta karmiła bezdomne koty.
  Henrieta klasnęła w ręce widząc to wszystko, choć już nie porasz pierwszy. Mężczyźni nadal czekali na jej słowa. Obojga byli ubrani w granatowe mundury wojenne. Ale nie było wojny, nawet sporu w tej krainie. Czerwonowłosa umiało wszystko dokładnie ułożyć w ten sposób, że zyskała zaufanie ludu, mogła rozkazać cokolwiek, nawet jeśli byłoby to zabicie niewinnego człowieka.
  Sama była młodą, wysoką kobietą. Miała krwistoczerwone, falowane włosy, sięgające jej aż do pasa. Oczy miały natomiast kolor ciemnoczerwony. Henrieta lubiła nosić czerwone sukienki do kolan. Uwielbiała wszystko, co czerwone. Jej świetną figurą zachwycało się wiele mężczyzn, i choć kochała flirtować, nigdy nie była w stałym związku. Charakter miała tajemniczy, uwodzicielski, postrzegana była jako bardzo miła i opiekuńcza osoba.
  Weszła z powrotem do wnętrza swojego pałacu i w końcu zaczęła rozmawiać ponownie z niecierpliwiącymi się wojskowymi.
-A więc, mówicie mi coś, co w ogóle nie porusza moich emocji.- usiadła powoli na czerwonym fotelu przy biurku.- Dobrze, że jest przez was tak pilnie obserwowana, gratulacje. Ale- podniosła ton marszcząc brwi.- dlaczego mnie przed tym ostrzegacie? Absolutnie nie musicie się martwić, kochani! Gdy już przyjdzie czas, wydam wam rozkazu to będzie łatwe. Ja coś zrobię, a wy będziecie tylko moją małą pomocą. No, oczywiście, jeśli dobrze was wyszkoliłam...

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 6. (?)- Nowa Drużyna

Oczy wszystkich prócz Shiro rozszerzyły się. Najbardziej zaskoczony był Den, ze względu na to, że niespodziewanym gościem okazał się jego brat. Harrison podszedł do brata i przytulił go mocno.
-Dawno cię nie widziałem, braciszku. (na początku wyszło mi braciuszo, potem bacuiszko, a potem braciuszku xD)
Den uśmiechnął się szeroko.
-Gdzieś ty się podziewał? Od zakończenia wojny ze Spiralą widziałem cię tylko dwa razy. Będziesz...
W tym momencie odezwała się Shiro, która patrzyła się to na Dena, to na jego brata.
-Nie jesteście do siebie podobni.
-Co?-spytał zaskoczony złotooki. (Taa, według mnie, Den ma złote oczy)
-Mówię, że nie jesteście do siebie zbytnio podobni. Noo...
Białowłosa podeszła do równie zaskoczonego Harrisona. Przyjrzała mu się dokładnie. Potem wróciła do Dena. Przyłożyła palec do swoich ust i zaczęła prawdopodobnie (Kto wie, co się w jej głowie dzieje xD) myśleć. Porównała różnicę między nimi, podniosła ręce do góry i zaczęła biegać w kółko krzycząc.
-Deeen! To kłamca jest!!! Uciekajcie wszyscy, a ja go zatrzymam i przekażę policji! Szybko!
-Shiro! Przestań natychmiast!- wtrącił się Lok.
-Ech, no dobra. A tak w ogóle to jestem Shiro Ake-chi!- Zrobiła salto przedstawiając się.
-Harrison.
Atmosfera trochę rozluźniła się. Brat Dena zaczął tłumaczyć, że Metz chciał, aby opowiedział mu o tym, jak było być członkiem Spirali.
-...naprawdę chciałem dołączyć do was, ale Metz się nie zgodził. Powiedział, że jeśli chcę pracować nadal jako łowca, to tylko w drużynie Montehue. Więc zgodziłem się.
-Na długo tutaj zostaniesz?-spytała Sophie.
-Nie, jutro rano wyjeżdżam. Poza tym muszę już jechać. Montehue i Tersly czekają na mnie w hotelu. Nara.
Harrison wyszedł z sali. Den był zawiedziony, że tak krótko widział brata, ale widać było, że nie jest smutny i podoba mu się w swojej drużynie.
Pół godziny później łowcy siedzieli już w samochodzie. Mieli odwieźć Shiro do domu i czekać na telefon od Metza.

~~~
Oczami Shiro
I co by tu teraz robić? Popracować sobie w ogrodzie? A nie, to już robiłam przedwczoraj. Może zjem sobie kukurydzę. Ciekawe, czy tu jakaś rośnie. Mogłabym pójść i sprawdzić, ale raczej poczekam, aż moje zapasy się zmniejszą.
Z północy powiał zimny wiatr i od razu zrobiło się chłodniej. Już niedługo będzie zima. Czas szybko leci, nie wiadomo, kiedy będę robiła się śpiąca popołudniu. Choć tu zima jest o wiele cieplejsza niż w Polsce, nie sądzę, abym nie była zmęczona. 
Usiadłam na kanapie i rozmyślałam o ostatnich zdarzeniach. Położyłam się, aż nagle zadzwoniła komórka. Odebrałam ją szybko.      
-Shiro, jest sprawa.-usłyszałam głos Loka.           
-Mów.
-Metz powiedział, że jeśli chcesz być łowcą, musisz dołączyć do jakiejś drużyny. Zgodziliśmy się cię przyjąć, ale łatwiej by było, gdybyś u nas zamieszkała.
-Raczej nie. Muszę zajmować się moim ogródkiem, kukurydza, koty...
-Zaraz, jakie koty?
-No te, które dokarmiam.
-Aha, nieważne. Jak będzie dzwonił Metz lub Guggenheim, to zadzwonię do ciebie. Na razie.
-Pa
Dobrze, pójdę spać. Zegar wskazywał czternastą. Cholerna jesień...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czekaliście trochę na rozdział, który jest bardzo krótki. Sorry, nie mam weny i nie sądzę, aby tego rozdziału z dostępnymi wątkami dało się zrobić długiego. Nawet napisałam przy nim znak zapytania .-.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 5. - Niepokój

Jasne światła raziły mnie w oczy. Ledwo co widziałam nachylających się nade mną  lekarzy. Miałam mieć pobieraną krew. Potem następujące badania: prześwietlenie klatki piersiowej, USG serca, a na koniec badanie słuchu i wzroku. Nawet mi się podobało. Posiadałam satysfakcje z tego, że robię to dla Fundacji Huntik. No i jeszcze dziś miałam zacząć szkolenie, poza tym cieszyłam się, bo przed wyjazdem zmieniłam ubranie na normalne i nie przeszkadzało mi to w badaniu. Jednak na wszelki wypadek spakowałam swój jednoczęściowy strój.
Kochałam go, czułam się w nim wygodnie, nie przeszkadzały mi gapiące się osoby. Był i rozciągliwy, a do tego zrobiony z cienkiego materiału, przez co w lato nie czułam upału. Lecz nie dawał się łatwo porwać. W chłodniejsze dni zakładałam na niego swoją ciemnoczerwoną pelerynę, która fajnie powiewała na wietrze. Ale mogłam założyć ją również w upał i nie było mi gorąco.  Heh, można było powiedzieć, że naprawdę jestem Super Kolesiem Niosącym Pokój. Właśnie! Muszę wam powiedzieć o tym trochę opowiedzieć!
Nie do końca pamiętam o co w tym chodzi, ponieważ zapomniałam już większość rzeczy. Pamiętam tylko, że muszę chronić świat i to mnie bawiło. Pewnie to coś w stylu super bohatera.  bawiłam się w to z przyjaciółmi. Nie miałam ich za dużo, po prostu nie chciałam.

-Shiro, już prawie skończyliśmy.- powiedział lekarz Fundacji.
Szpital Fundacji był spory i miał wiele krętych korytarzy. Przeważał w nim kolor biały oraz jasnożółty. Chociaż to wielki budynek, nie przebywało tam sporo osób. Kilkanaście pielęgniarek, trochę lekarzy i oczywiście pacjenci. Pachniało tam typowym dla szpitali zapachem. No może nie tak intensywnie.
Przed salą, w której znajdowała się białowłosa, czekała, już godzinę, drużyna Loka i Metz. Ją samą zaczęły już boleć oczy. Jeden z lekarzy wyszedł z pomieszczenia i powiadomił, że niedługo skończą. Lider Fundacji kiwnął. Widać było, że coś go trapi. Chodził zamyślony z opuszczoną głową. Szczególnie Lambert zwrócił na to uwagę i chciał zapytać się, o co chodzi, jednak jakoś tym razem nie miał odwagi. Powoli zaczynał się niepokoić, przez co wyszedł na zewnątrz ochłonąć.
Opierając się o ścianę szpitala wziął głęboki wdech. Nienawidził takich momentów. Dodatkowo pierwszy raz bał się porozmawiać z Metzem. Co się dzieje? Mimo wszystko w końcu musiał zebrać się na odwagę, lecz gdy usłyszał czarnowłosego, odpuścił sobie.
-Czyli zauważyłeś?-spojrzał w pochmurne niebo. Westchnął.- Widzisz, po całej tej bitwie nasi naukowcy badali Spiralny znak, jednak nic nie znaleziono. A tu proszę! Znikąd pojawia się jakaś dziwna energia, do tego w miejscu, w którym nigdy wcześniej nic nie zaobserwowano. Poza tym mam złe przeczucia.
Lambert spojrzał na niego pytająco, ale zaraz się wyprostował i zaczął mówić lekko drżącym głosem.
-Sam chciałem rozpocząć z powrotem poszukiwania ojca. I się nie udało, bo też przeczuwam coś złego. Nie sądzę, by to było coś związanego z Organizacją. Może ze Spiralą, ale nie widzę jakiś wielkich szans. Właśnie! Niby Shiro jest taka ważna, jednakże nasi przeciwnicy w ogóle nie wplątali nam się w sprawy. Och, teraz to jeszcze bardziej się niepokoję.
Jego rozmówca ponownie westchnął.
-Loku, wiem że jesteś silny.-poklepał trochę zdziwionego chłopaka po ramieniu.- Dlatego proszę, zachowaj to co powiem dla siebie.-wyciągnął z kieszeni kawałek kartki i zaczął na niej pisać.- Proszę, oto mój prywatny numer. Jeśli będziesz miał jakieś podejrzenia to dzwoń do mnie. Tylko mi tu nie zaprzeczaj.
I tak Metz wraz z Lokiem skierował się do wnętrza szpitala, gdzie czekała już na nich Shiro i reszta. Sophie skarciła Lamberta za to, że nie powiedział gdzie idzie, chociaż pytała się go o to. Odpowiedział tylko głośnym śmiechem.
Wysoki lekarz wyszedł z sali i dał Metzowi wyniki badań. Na papierze była grupa krwi Shiro - O Rh-. Dziewczyna wykazała się bardzo dobrym słuchem i nienajgorszym wzrokiem.
Mężczyzna oddał dokumenty lekarzowi i powiedział żeby za trzy dni przesłał je do głównej bazy Fundacji. Później wyjechali do siedziby Huntik w Wenecji, już bez Metza, który wrócił na Manhattan, zacząć trening Shiro.

~~~
 
-Mam to wszystko przeczytaaać?!
Głos białowłosej rozległ się w całym budynku. Den stał przy niej, bo to on, biedny, został wskazany, by ją pilnować. Kto wie, co taka dziewczyna może wyczyniać.
Shiro patrzyła na kilkanaście starych ksiąg wielkimi oczyma. Przejrzała je raz jeszcze widząc wiele stron w każdej z nich. Phils próbował ją uspokoić, ponieważ zaczęła krzyczeć i zamierzała nawet zrobić awanturę starszemu łowcy, który zgodził się nauczać podstaw. W końcu przestała, jednak czytając pierwsze strony przez kilka minut marudziła pod nosem. 
Jakieś półgodziny później zasnęła podpierając głowę na dłoni, jednak została wkrótce obudzona przez Dena. Został od razu położony na podłogę.
-No dobra, kmieciu.- odezwała się mocnym głosem Shiro.- Koniec zabawy, gadaj gdzie ten staruszek!
-Co ci się stało? A tak, przepraszam, odwala ci. Znowu.- po tym wstał z podłogi i zaczął się śmiać.- Mimo wszystko zaskoczyłaś mnie.
Na to dziewczyna wybuchła niespodziewanym śmiechem.
-Jak ja lubię straszyć ludzi!- podskoczyła do góry.- Ale wolałbym już przestać gapić się w książki. Pójdę spytać Rogera, czy mogę w końcu zacząć się uczyć rzucać zaklęcia.
Roger był starszym, siwym mężczyzną z szarymi oczami. Mieszkał w Wenecji od dziecka, a łowcą był bardzo długo. Mimo swojej starości, znał się na sztukach walki i był sprawny fizycznie.
Shiro weszła do jego gabinetu, już w drzwiach prosząc o pozwolenie. Staruszek był już zmęczony błaganiami Akechi, więc pozwolił jej zacząć ćwiczyć. Zaprowadził ją z Denem do dużej sali z wieloma oknami.
Była pomalowana na ciemnożółty kolor, trochę wyblakły. Miała w sobie sporo manekinów, a na ścianie wisiały miecze samurajskie, tarcze i obrazy malowane w ciepłych kolorach. Podłoga zrobiona była z zrobiona z drewna bambusowego. Sufit był położony dość wysoko. Oprócz manekinów znajdowały deski do łamania jak i dużo przyrządów do ćwiczenia sztuk walki.
Na początek Roger przedstawił białowłosej podstawy rzucania zaklęć, jednak upomniał, że jeśli nie będzie jej to wychodzić, to wraca do czytania książek. Dziewczyna po zobaczeniu pokazu z użyciem manekinów wyniosła trochę wniosków. Spróbowała z Pulsem Światła, lecz zaklęcia były niecelne. Dopiero po kilkunastu próbach udało jej się trafić, ale czar i tak tylko go lekko drasnął. Nastolatka nie poddawała się i nadal ćwiczyła, co wyraźnie bardzo jej się spodobało. Później Roger zostawił ją z Philsem.
Dwie godziny potem przyszli Lok, Sophie i Cherit odwiedzić ich. Shiro ledwo się powtrzymała przed chęcią złapania małego tytana, mimo wszystko i tak podleciał wyżej, aby uchronić się przed ewentualnym atakiem z zaskoczenia.
-No i jak ci idzie?- spytał Lambert.
-Nawet dobrze, muszę jeszcze poćwiczyć z kilka godzin. Na razie znam tylko Puls Światła, Smoczą Pięść, Burzę Błysków, Stalową Sferę, Przenoszenie i Hiper skok, ale tu prawię walnęłam głową o sufit. I tak chcę się nauczyć trochę więcej zaklęć i przećwiczyć te poznane.
-Hmmm, mogę cię nauczyć jeszcze Wiecznej Walki. Tylko czy nie jesteś już zmęczona po tym ciągłym rzucaniu zaklęć?
-Nie, wcale.
Sophie uniosła brew. Po takim treningu powinna coś odczuwać. Jej zdaniem był to zły pomysł, żeby Shiro dołączała do Fundacji. Ale przecież zrobili to tylko dlatego, że dziewczyna miała im pomóc w badaniu ważnej rzeczy. Phi! I tak nic nie wykryli! Źle się wtedy poczuła i tyle. Jeśli jest to coś związane ze Spiralą, Spiralnym Znakiem, a nawet z Obłudnikiem, to ona, Casterwill'ka, powinna coś wykryć.
-Dziwne.- zaczęła.- Na pewno nic nie czujesz? Żadnego zmęczenia?
-Taaa, też się na początku dziwiłem.- odpowiedział za Shiro Den.- Poza tym: dlaczego nie ma z wami Zhalii?
-Nie chciała iść. Ostatnio jest jakaś zamknięta w sobie. Pozwoliliśmy jej zostać w domu.
-Dobra, Shiro, Wieczna Walka będzie dobra dla ciebie. Kiedyś na pewno zabraknie ci energii, a wtedy ona jej doda.
Dziewczyna znów musiała próbować nie raz. W końcu jej się udało. Potem już nie było z tym problemów. Nikt z obecnych nie spodziewał się gościa, który wszedł do sali...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taak, rozdział piąty napisany. I jest dłuższy ^.^ Mam nadzieje, że się podoba :D
Zagadka za 100 punktów: gdzie jest Lisa? Liso, wróć ;_;
Super Kolesie Niosący Pokój są zaciągnięci z anime AnoHana. W tym rozdziale są akurat trzy wątki :) Jakby co to Shiro też jest zaciągnięta z anime xD Deadman Wonderland. Polecam mangę, bo anime jest tak jakby reklamą mangi.
Gif? ^.^                                         
 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Była przerwa

Tak, wiem że nie pisałam trochę dłuższy czas (jak na moje odstępy rozdziałów), ale to dlatego, że mam teraz wolne i często mnie nie ma prawie cały dzień. Poza tym zaczęłam oglądać Fullmetal Alchemist Brotherhood i bardzo mnie wciągnęło, więc resztę czasu poświęcam na jego oglądanie.
No ale jakoś dostałam weny i napisałam sporo rozdziału. Mogę przysiąc, że będzie dłuższy od poprzedników.
PS. Coś mnie przez to anime trafiło i chcę w przyszłości iść do wojska .-.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Gormiti .-.

Mówiłam, że czasem będę dodawać posty o tym co robię itd.
A więc: jest 23, jutro szkoła i test, lekcje, których po przekartkowaniu zeszytu i książek, jest nie dużo, a ja bawię się... Gormitami .-. Jakbyście nie wiedzieli co to jest, to kieruję Was do Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Gormiti
Dodatkowo ich władcą (według mnie) jest moja zabawka "Pan Chomik Kawa" - przerażający, pulchny chomik z oczami większymi od tułowia xD
Jeszcze wzięłam kwiaty i zrobiłam im las ^.^
Muszę ich jakoś rozłożyć na grupy, bo ich liczba jest liczbą trzycyfrową ;_;

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 4. - Pico da Neblina

   Łowcy oraz Shiro szli przez tłoczne ulice Manhattanu do głównej siedziby Fundacji Huntik. Dziewczyna nie lubiła takich miejsc, ponieważ jak na człowieka miała bardzo wrażliwy słuch i odgłosy rozmów, trąbiących samochodów, przyjeżdżających pociągów z metra źle na nią działały. Myślała o zatkaniu uszu, jednakże po chwili wykluczyła ten pomysł z głowy.
Była uradowana, gdy doszli pod wieżowiec, w którym mieli się spotkać z Metzem i spółką (musiałam to napisać xD). Szybko przeszli przez obrotowe drzwi i windą wjechali na szczyt budynku. Jeszcze przed wejściem do pomieszczenia, Shiro przystanęła na chwilę niepewna. Cofnęła się o krok, a łowcy spojrzeli na nią pytająco.
Potrząsnęła głową i zacisnęła pięści. Weszła do środka pierwsza, z zamkniętymi oczami, jakby miała się poświecić. Otworzyła powoli oczy. Przed nią siedziało kilkanaście osób - rada Fundacji. Wszyscy patrzyli na nią, lecz białowłosa nie miała zamiaru się odzywać. Czekała na to, aż ktoś z nich coś powie, a najlepiej od razu przejdą do rzeczy. Albo nie!
-Hehehe, ale stchórzyłam.-zaczęła do wszystkich odwracając wzrok.
-Miło nam cię poznać!-odezwał się serdecznie czarnowłosy mężczyzna, a Shiro prawie podskoczyła.- Jestem Metz, dziękuje, że zgodziłaś się nas odwiedzić.- A wy?-zwrócił się do drużyny Loka.- Wejdźcie. Jak widzicie, to nie będzie rozmowa w cztery oczy.
Lok, Sophie, Zhalia, Den i przed chwilą obudzony Cherit, zrobili jak mówił. Metz spojrzał na dokumenty, wstał, a potem zaczął się wypowiadać:
-Przede wszystkim zwracam się do Shiro, ale również do całej reszty. Naukowcy naszej fundacji stoją w miejscu. Panienka Sophie potrafi wyczuwać niektóre energie. Te negatywne jak również pozytywne, dlatego ją też poprosimy o pomoc.-Mówił dalej mężczyzna, a Casterwill'ka uśmiechnęła się wyniośle.- Po całym zdarzeniu, które odbędzie się przy szczycie Pico da Neblina, chciałbym porozmawiać z Shiro osobiście.
Metz wyjaśnił tylko gdzie dokładnie pojadą i ile osób z nimi będzie. Powiedział, że kilka naukowców Fundacji czeka już na miejscu, a drużyna On, Loka poleci z Shiro i czwórką łowców dla większego bezpieczeństwa prywatnym samolotem.
Łowcy mieli wylecieć trzy godziny. Zhalia postanowiła się przejść. Przechodziła koło windy, aż nagle usłyszała znajomy głos.
-Miałem nadzieje, że cię tu spotkam.
Spojrzała w bok. Z windy wyszedł Dante. Nie wiedziała co powiedzieć. Była jednocześnie zszokowana i zdenerwowana, i uradowana. Kochała go, a on zniknął tak szybko, jedynie dał płytki powód, ale to jej nie wystarczyło. Myślała o nim prawie codziennie... nie, myślała o nim w każdej wolnej chwili. I teraz czuła się rozdarta.
Widziała: Dante oczekuje na jej odpowiedź. Nagle zaśmiał się szarmancko, podszedł do niej i przytulił.
-Przepraszam, że musiałaś czekać.-oznajmił.- Ale spokojnie, mam dla ciebie dobrą wiadomość: Metz zgodził się, żebym poleciał z wami.
-Dante, proszę, ja chcę być z tobą. Nie mogę znieść dnia bez ciebie...
-Nie martw się. Poczekaj jeszcze trochę.
Ta wypowiedź zaskoczyła ją mocno. Widocznie Dante już coś zaplanował, ale co?

~~~
 
Przy szczycie Pico da Neblina czekało już kilku naukowców. Dokładnie znajdował się na granicy Brazylii i Wenezueli.
-A więc Shiro-brązowowłosy mężczyzna poprawił okulary.- stań tutaj i skup się.
Przy nim widać było różnokolorowe barwy unoszące się w powietrzu. Nastolatka stanęła koło okularnika, zamknęła oczy i zaczęła:
-Bardzo dziwne uczucie.- zmarszczyła brwi, a jeden z naukowców zaczął notować to co mówi.- Jest nawet.... miłe? Ale nie, jest też... jakbym miała uciekać przed tym. Tak! Nie podoba mi się tu.
Odbiegła kilka metrów dalej.
-No to teraz, pani Sophie.
Zielonooka podeszła do dziwnej energii. Pomachała na prawo i lewo ręką, nawet próbowała złapać barwy, lecz nic nie czuła.
-Jakoś w ogóle niczego nie odczuwam.
Brąz włosy nic nie odpowiedział, tylko skończył pisać i oddał notatki Metzowi. Shiro czekała, aż w końcu coś wyjaśnią, jednak panowie badający energię rozmawiali tylko po między sobą, drużyna, którą niedawno poznała, sprawiała wrażenie cierpliwej, a Metz stał opierając się o drzewo.
Niespodziewanie jeden z naukowców podszedł do niej i zaproponował:
-Jeśli coś odczułaś, proponuje abyś zbadała się w prywatnym szpitalu Fundacji. Oczywiście masz prawo odmówić.
-Zgadzam się. Im szybciej to zbadamy tym lepiej dla was.-uśmiechnęła się szeroko...
Zaledwie 2 godziny byli w Brazylii. Jedynie naukowcy zostali jeszcze na trochę. Dolecieli do Wenecji, gdzie znajdował jeden ze prywatnych szpitali fundacji. Metz wszędzie podróżował z nimi. Lok zrozumiał, że jest to początek bardzo ważnych misji...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Patrzcie dziewczyny! Mamy trochę romantyzmu :D Aktualnie wolę DxZ, więc to jest.
 Mam nadzieje, że się podoba, bo nie jestem zbyt dobra w pisaniu takich rzeczy xD
Wow, jestem naprawdę zadziwiona .-. Ważniejsze wątki na część pierwszą pierwszego sezonu już zaplanowane. Teraz zauważyłam i raczej będę się tego trzymać, chyba że dorwie mnie nagły przypływ weny. Mianowicie chodzi o to, że w jednym rozdziale będą dwa, może trzy wątki.
Ok, mam już też trochę zaplanowany sezon drugi i raczej na razie bardziej mi się podoba jego wizja. Dlaczego napisałam Metz i spółka? Tak, często mam odpały, ale tu chodzi o Death Note. Było coś tam w stylu "musimy się spotkać z Nearem i spółką" i to mnie rozbawiło :3
Następny rozdział będzie prawdopodobnie dłuższy.